Dzień dobry!

Jak już zaczęłam od początku to przydałoby się pisać częściej niż raz w miesiącu. Muszę Wam przyznać, że bardzo długo zastanawiałam się co by tu dodać jeśli chodzi o taki pierwszy, prawidłowy post. Pomysłów było sporo, ale myślę, że ten wygrał. Jest taki... hobbystyczny i fandomowy, a przynajmniej nawiązuje do jednego i drugiego. 

a very potter... fanfick?


Odkąd pamiętam piszę jakieś opowiadania. Taka moja prawdziwa przygoda z pisaniem zaczęła się gdy byłam w trzeciej klasie podstawówki czyli miałam tam jakieś dziewięć lat. Blogowałam jeszcze wtedy na onecie i nie wyobrażałam sobie, by kiedykolwiek zmienić ten portal na rzecz innego. Jak widać trochę mi się to wszystko pozmieniało i wylądowałam tutaj. Może gdyby onet nie zaczął się tak psuć i gdyby nie przestał mi odpowiadać to by było okej. Ale nie o portalach dzisiaj. 

Chyba najbardziej wykorzystywanym fandomem przy pisaniu opowiadań jest Harry Potter. Tam można znaleźć wszystko, w dodatku chyba w każdym możliwym języku świata. Najbardziej popularnymi portalami (przynajmniej dla mnie) jest fanfiction.net oraz forum Mirriel. I na jednym i na drugim swego czasu dodawałam jakieś miniaturki, ale w końcu dałam sobie spokój, bo brakło mi czasu, no i chęci, gdy nie było odzewu na forum, gdzie bardzo chciałam dostać ocenę, by wiedzieć co poprawić. W każdym razie na tych dwóch stronach pojawiają się raczej teksty, które jakiś poziom sobą reprezentują. Gorzej ma się sytuacja, jeśli chodzi o blogi, czy może raczej blogaski. I to o nich mowa. 

Jeśli ktoś z Was zajmuje się pisaniem opowiadań to na pewno będzie wiedział o czym mówię. A przynajmniej będzie jakoś kojarzył temat, który z Harrym Potterem ma tylko jeden mały związek - chodzi o opowiadania i inne tego typu teksty pisane. I to, jaki bełkot czasami jest publikowany i wrzucany wszędzie, gdzie się da, by ludzie prawili komplementy. A gdy komplementów nie ma, za to pojawia się krytyka - autor usuwa nieprzyjemne dla niego komentarze. Koszmar. 

Od czasu do czasu przeglądam sobie na spokojnie różne grupy na facebooku w poszukiwaniu nowych blogów, które by mnie interesowały. Ewentualnie takie, które mogłyby mnie rozbawić, poprawić humor, gdy mam gorszy dzień. Czasem się zdarzy, że znajomi podrzucają mi adresy właśnie takich blogasków, a ja wtedy nie wiem czy śmiać się czy płakać. Cóż, a o co dokładniej mi chodzi? Nie o styl, bo to wyrabia się latami, ale o pomysł i podejście autora do swojego tekstu i do czytelników. Bo, nie oszukujmy się, gdyby nie czytelnicy, większość by nie pisała. 

Czas na kilka błędów z opowiadań o Harrym Potterze i całej reszcie bohaterów z tej serii. Wiadomo, nikt nie zaczyna pisać już jako autor doskonały. Nawet jeśli czytamy masę książek, nie jesteśmy w stanie na samym początku tworzyć swoich tekstów w sposób idealny. Pierwsze kreacje bohaterów są z reguły słabe, zdania albo za długie albo zdecydowanie za krótkie. Większość tekstów pisanych przez autora po raz pierwszy ma w sobie przynajmniej jedną postać Mary Sue (Marysi Zuzanny), a więc postaci idealnej w każdym calu - pięknej, idealnej, mądrej, zgrabnej, bogatej, zdolnej we wszystkim, z dodatkowymi mocami i nie wiadomo co jeszcze. 
Mój pierwszy blog również tak wyglądał. Ba! Moje pierwsze opowiadanie opublikowane w internecie było skupiskiem wszystkich tych cech, których tak bardzo nie toleruję teraz w opowiadaniach. Naprawdę. Zaczęłam pisać potterowskie Dramione - romans Hermiony Granger i Dracona Malfoya. Gdy to stworzyłam miałam dopiero dziewięć lat i byłam zafascynowana wszystkimi opowiadaniami, które wtedy pojawiały się w internecie. Gdy je czytałam, twierdziłam, że ja też mogę tak pisać! Wtedy nie widziałam tego, że postać Hermiony aka Marysi Zuzanny jest czymś, czego po prostu nie da się strawić. Z czasem jednak zaczęłam to wszystko dostrzegać i zmieniać kreowanie moich postaci. Teraz, po tylu latach, mam nadzieję, że już nie tworzę Mary Sue.

Gdy czytam takie blogi to wiem, że każdy kiedyś zaczynał, więc nie krytykuję tego brutalnie, a staram się w pełni kulturalnie. No wiecie, dając opinie o danym tekście. Mówię, co jest źle, co trzeba by zmienić, a co nie jest najgorsze i może zostać. Jeśli autor naprawdę chce pisać - zwykle przyjmuje rady do siebie i coś z nimi robi. Często jednak, na nieszczęście czytelników, autor albo odpisuje nieprzyjemnymi, opryskliwymi komentarzami albo, co gorsze, usuwa wszystkie komentarze, w których nie zawiera się komplement. Zwykle taki autor tak czy inaczej za długo nie tworzy i w końcu usuwa swoje blogi. Bądź bloga. Często jednak autor znikąd nie chce pomocy, bo uważa, że jego twór jest najlepszy, najcudowniejszy i w ogóle arcydzieło, a czytelnicy wiernie autora utrzymują w tym przekonaniu, chociaż wcale nie jest tak dobrze. Co jednak zrobić? Jeden przeciw dziesięciu nic nie zdziała. 

Marie Zuzanny w potterowskiej twórczości to zazwyczaj Hermiony Granger po piątej czy szóstej klasie. ZAWSZE jest ten sam, powtarzający się schemat, gdzie ze zwykłej kujonicy, na którą nikt nie zwracał uwagi, robi się niesamowita seksbomba, za którą każdy się odwraca, nie mówiąc o tym, że największą uwagę zwraca na nią człowiek, który do tej pory wyzywał ją od najgorszych, uważał za coś (nawet nie kogoś) niewartego uwagi i był jej odwiecznym wrogiem. Nagle jego serce topnieje niczym lód w sierpniowym słońcu, by już po pięciu rozdziałach móc ją zaciągnąć do łóżka. Tu przykład przemiany:

Hermiona bardzo się zmieniła zaczęła o siebie bardziej dbać. Teraz się maluje, ma wyprostowane włosy, które opadają jej do połowy pleców. Ubiera się bardziej jak kobieta. Zaokrągliła się tam gdzie trzeba. Stare ubrania wyrzuciła i zastąpiła nowymi. W szafie mogła znaleźć: buty na szpilkach, baleriny, sukienki, ładne bluzki, spodnie, spódnice. A w kosmetyczce różne pudry, podkłady, szminki, błyszczyki, tusze, kredki do oczu, cienie do powiek i róże do policzków.

Już o interpunkcji mówić nie będę, bo albo jej nie ma albo pojawia się zdecydowanie za często. Takie opowiadania zwykle są przeglądem szafy danej bohaterki. A raczej przeglądem tego, co autorka chciałaby mieć w domu. Najczęściej zresztą dostajemy krótki opis tego, jak bohaterka jest ubrana, no i oczywiście wszystko to ze zdjęciami znalezionymi w internecie. Najczęściej zaraz do tego jest dodatek, że Hermiona została adoptowana i jej rodzice są tylko adopcyjni, nie biologiczni, bo biologicznej matki nikt nie zna, ale ojcem jest zawsze jakiś czarny charakter - Lord Voldemort, Severus Snape, Lucjusz Malfoy czy ktokolwiek inny, kto wcześniej jej nienawidził, ale wraz z wyjściem prawdy na jaw staje się ukochanym tatusiem ze swoją ukochaną córusią tatusia. No i, oczywiście, Hermiona nienawidzi ludzi, których jeszcze przez pierwsze zdania pierwszego rozdziału kochała. Bo przecież ją okłamali! Przyjaciele też się od niej odwracają, ale jej to nie przeszkadza, bo ona ich nie potrzebuje, teraz znajdzie nowych (jak już przejdzie z Gryffindoru do Slytherinu, bo przecież zmienianie domów w Hogwarcie to coś równie banalnego jak przeniesienie się z jednej grupy dziekańskiej do drugiej). No i Ronald Weasley (którego nie potrafię nawet tolerować) staje się wybuchowym furiatem, wrednym potworem i nie wiadomo kim jeszcze:

-Hermiono, świetnie, że jesteś, cieszę się, że przyjechałaś. Chodź, siadaj zaraz będzie obiad. Zapewne jesteś głodna, ponieważ nie jadłaś śniadania.- mówiąc to pociągnęła ją do stołu przy którym miała już siadać, ale wszyscy zaczęli podchodzić do niej i witać się z nią. Gdy już skończyli się witać pani Weasley podała obiad, gdy zjedli pan Weasley powiedział:
-Hermione, czemu nas nie poimformowałaś, że przyjeżdżasz?
-Ponieważ nie miałam tego w planach, ale też muszę wam coś powiedzieć. Może przejdziemy do salonu?- zapytała i wszyscy ruszli w danym kierunku. Gdy wszyscy usiedli Hermiona powiedziała:-To się zaczęło wczoraj. Jadłam kolację z moimi rodzicami...- i tak zaczęła mówić o tym, jak znalazła akt adopcyjny i kończąc na:-nigdy nie zdadniecie kto jest moim ojcem.
-No nie będziemy wiedzieć i nie zgadniemy, póki nam nie powiesz.- powiedział Bill.
-Moim ojcem jest Severus Snape.
-ŻE CO?1- zapytali wszyscy w jednym momencie, ale gdyby nie powaga sytuacji, to byłoby to dość komiczne, ponieważ- Molly i Artur jedli w tym momencie ciastka i zakrztusili się nimi i zaczęli charczeć i kaszleć. Ron i Harry pili herbatę i opluli się nią w tym samym momencie. George i Fred patrzyli na nią z szeroko otwartymi oczami i ustami i zaczęli się trochę ślinić. Ginny słysząc to wypuściła z rąk filiżankę roztrzaskała się. Charlie po zapytaniu oblał się herbatą, a Bill spadł z krzesła. ( tak dla ścisłości wszystko to stało się przed zadaniem pytania).
-CO TY PIEPRZYSZ?- zapytał Ron, a Molly popatrzyła na niego karcąco, za słowo, które użył, ale on się tym nie przejął.
-Powiedz, proszę, że to nieprawda.- powiedziała płacząco Ginny. Faktycznie już po chwili na jej policzkach zagościły łzy.
-Nie Gin. To prawda.- zaszlochała Hermiona.
-Wynoś się.- powiedział cicho, ale spokojnie Ronald. 
-Co?- zapytała z niedowierzaniem panna Granger (?).
-POWIEDZIAŁEM WYNOŚ SIĘ STĄD DZIWKO! NIE CHCĘ CIĘ TU WIDZIEĆ. PEWNIE WIEDZIAŁAŚ, ŻE JEST TWOIM OJCEM, ALE UKRYWAŁAŚ TO PRZEZ SIEDEM LAT. TYLKO NIE WIEM CZEMU. NA CO CZEKASZ WYNOŚ SIĘ!- wrzeszczał Ron. Hermona popatrzyła na innych błagalnym wzrokiem, aby jej pomogli, ale oni patrzyli na nią morderczym wzrokiem. Nawet pani Weasley, która zawsze ją traktowała jak córkę. Myślała, że ją będą wspierać, pomogą jej, ale oni ją wyganiają z domu.

O czym to ja? A tak, o błędach, literówkach, interpunkcji i spacjach to wolę nie wspominać, bo to jest istny koszmar. Dlaczego tak jest w tych wszystkich opowiadaniach, w których Hermiona się zmienia. I typ i komentarze i stylistyka. A fleksja i składnia leżą i płaczą. Ale one to leżą i płaczą w wielu przypadkach, czasem również u mnie. Nie mniej dlaczego za takie "fajne" uznaje się przeklinanie w opowiadaniach? Skąd te wszystkie kurwy, dziwki i pieprzenia w Hogwarcie? Rozumiem, że autor bardzo chce, by uznane to zostało za takie... na czasie, ale jednak we wszystkich siedmiu tomach żadna z postaci nie przeklinała, a jednak tylu jest fanów tej książki! Więc? Po co te przekleństwa, drodzy ałtorzy?
W sumie może to dziwne, ale wychodzę z założenia, że pisać może każdy, pod warunkiem, że jest gotów na obiektywne opinie, zarówno te mega pozytywne, jak i te, które momentami sprawiają, że łzy napływają nam do oczu i chcemy wszystko rzucić w cholerę. Jeśli czujemy, że to sprawia Wam radość - róbcie to. Ale albo stosujcie się do uwag albo nie publikujcie. Lud będzie Wam wdzięczny. ;)

A ja tymczasem kończę. Coś czuję, że a very potter... fanfick, będzie w kilku częściach. Co Wy na to?

A Wy co myślicie o opowiadaniach? Czytacie? Piszecie? 
Podzielcie się swoimi opiniami!


Od teraz można mnie śledzić także na facebooku, zapraszam:

* fragmenty tekstu pochodzą z bloga o zakazanej miłości Hermiony i Dracona
* ałtorzy są napisani specjalnie. Ja wiem, że są autorzy przez U nigdy przez Ł, chyba, że daleko im do prawdziwych twórców. Polecam książkę "Ałtorka"